O imigrantach za „zasłoną niewiedzy”

Drukuj

Imigranci w poszukiwaniu lepszego życia masowo napływają do Europy, która ma problem z ustaleniem skutecznej polityki wobec przybyszów. Mimo wielu dyskusji na forach narodowych i ponadnarodowych dobrego rozwiązania na razie nie widać. Może w takiej sytuacji warto wykorzystać już istniejące konstrukty teoretyczne i politykę migracyjną ustalić za „zasłoną niewiedzy”?

Problem migracji jest obecny w codziennym dyskursie politycznym. W swoim dzisiejszym (różnie komentowanym) wystąpeniu minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski stwierdził, że „kryzys migracyjno-uchodźczy stanowi jedno z najpoważniejszych wyzwań dla Polski i Europy” i z tą tezą nikt nie może polemizować. Bez wątpienia zmusza nas to do refleksji politycznych, ekonomicznych i moralnych. W toczących się dyskusjach padło już bardzo wiele ciekawych, często emocjonalnych głosów opowiadających się po różnych stronach debaty. Chciałbym zaproponować wykorzystanie już istniejącego, abstrakcyjnego konstruktu, który mógłby ułatwić wyrobienie sobie zdania na ten ostatnio bardzo głośno dyskutowany temat.

Dla osób wahających się lub tych, które nie mają zdania na temat polityki wobec imigrantów, mam pewną propozycję – powrót do „sytuacji pierwotnej”. Jest to nawiązanie do abstrakcyjnego konstruktu zaproponowanego przez amerykańskiego filozofa, Johna Rawlsa, w jego najbardziej znanej książce Teoria sprawiedliwości.

Ujmując to w największym skrócie i uproszczeniu, Rawls stwierdził, że aby ustanowić bezstronne i sprawiedliwe procedury (w abstrakcyjnej „sytuacji pierwotnej”) konieczne jest, żeby strony dokonujące wyboru systemu społeczno-politycznego (czyli m.in. opodatkowania, polityki azylowej itd.) znajdowały się za „zasłoną niewiedzy”. Oznacza to, że strony nie posiadają wiedzy o pewnego rodzaju faktach szczegółowych, nie znają swojego miejsca w społeczeństwie, swej pozycji klasowej czy statusu społecznego; nie wiedzą też jakimi naturalnymi aktywami i uzdolnieniami obdarzył ich los (inteligencją, siłą itp.), nie znają swej koncepcji dobra, szczegółów swego planu życia ani nawet specyficznych cech własnej psychiki, takich jak niechęć do ryzyka czy skłonność do optymizmu albo pesymizmu. Co więcej, stronom nie są znane szczególne uwarunkowania dotyczące ich własnego społeczeństwa; nie znają więc jego sytuacji ekonomicznej i politycznej ani poziomu kultury i cywilizacji, jaki zdołało osiągnąć. Zdaniem Rawlsa w „sytuacji pierwotnej”, za tak opisaną „zasłoną niewiedzy” strony mogą wybrać takie zasady, które będą najbardziej sprawiedliwe i nikogo nie wykluczające.

Można sobie zadać pytanie jak to się ma do napływu imigrantów do Europy, który jest tematem przewodnim relacji medialnych i dyskusji politycznych na całym świecie. Moim zdaniem ma. Wydaje mi się, że warto by dzisiaj wykonać taki eksperyment myślowy i zasunąć ową „zasłonę niewiedzy”, aby określić jak powinna wyglądać polityka wobec imigrantów, mając na uwadze to, że to my moglibyśmy znaleźć się po tej drugiej stronie.

W takim wypadku należałoby rozważyć wszelkie możliwości jednej i drugiej strony. Warto by zastanowić się: czy rozróżniać imigrantów ekonomicznych i uchodźców; jak rozlokować (bardzo nie podoba mi się to wyrażenie – wydaje się „odczłowieczać”, ale niestety jest stosowane w dyskusji) przybyszów; jak się asymilować; czy narzucać limity poszczególnym państwom UE; czy deportować tych, którzy nie uzyskają azylu itd.

Jednak trzeba pamiętać, że cały eksperyment polega na tym, że przy wyborze danej polityki nie znamy naszej sytuacji i nie wiemy, czy to przypadkiem nie my jesteśmy imigrantami. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to karkołomne, ale wydaje się przydatne. Dopiero w takiej sytuacji jesteśmy w stanie bezstronnie określić sprawiedliwe zasady. Dla przykładu możemy wybrać wariant ostrożny (przypominam: nie wiemy, po której stronie się znajdujemy), czyli wybrać politykę przyjmowania imigrantów i próby asymilacji, albo wariat ryzykowny i deportować wszystkich przybyszów, ale pozwolić mieszkańcom UE na stosunkowo spokojne życie, niezakłócane przez ewentualne nowe konflikty kulturowe.

Oczywiście to, co proponuję, nie będzie rozwiązaniem problemu, gdyż ten musi być rozstrzygnięty na arenie międzynarodowej (czy to poprzez zamknięcie granic UE, czy interwencję w krajach pogrążonych walką – nie chcę rozstrzygać). Ale czy taki eksperyment myślowy nie byłby przydatny do rozwiązania wielu politycznych i moralnych dylematów?

Zakończę cytując Jurgena Habermasa (notabene polecam czytać takich filozofów jak Rawls czy Habermas – gdyż w gąszczu teoretycznych, trudnych do zrozumienia konstrukcji, można znaleźć wiele ciekawych recept): „Walka o realizację praw człowieka toczy się dalej i to w niemniejszym stopniu w naszych własnych krajach, aniżeli w Chinach, Afryce czy Rosji, Bośni lub w Kosowie. Każde odesłanie ubiegającego się o azyl, dokonujące się za zamkniętymi drzwiami lotniska, każda wywracająca się łódź – z uciekającymi od nędzy – na śródziemnomorskim szlaku pomiędzy Libią a wyspą Lampeduza, każdy strzał przy płocie granicznym z Meksykiem, to kolejne zakłócające spokój pytanie do obywateli świata zachodniego […] Wraz z pozytywizacją pierwszego spośród praw człowieka wytworzyło się pewne prawne zobowiązanie do realizowania naddatkowych treści natury moralnej – zobowiązanie, które wyryło się w pamięci całej ludzkości”.

Czytaj również