Prawda, kompromis i Trybunał Konstytucyjny

Drukuj

Dyskusje o dyskusji w sprawie Trybunału Konstytucyjnego są równie jałowe jak debaty o debatach podczas kampanii wyborczych. Próba osiągnięcia kompromisu jest kontrowersyjna, gdyż wiąże się z uznaniem kryzysu konstytucyjnego za kryzys polityczny. To zupełne odejście od retoryki prawdy, którą od samego początku swoich rządów proponuje nam Prawo i Sprawiedliwość.

Prawda jest jednym z najczęściej powtarzanych przez polityków partii rządzącej słów. Niektórzy uważają się nawet za bojowników o prawdę, żołnierzy prawdy. To dzięki nim wreszcie poznajemy prawdę historyczną, mamy prawdziwą kulturę i prawdę w mediach narodowych. Podczas swojego przemówienia 10 kwietnia Jarosław Kaczyński mówił: „Musimy budować na skale, tą skałą jest prawda. Każdy inny fundament budowy relacji wewnątrz narodu, wewnątrz państwa i na zewnątrz, to fundament, który się długo nie ostoi”.

Związek prawdy i polityki badała między innymi filozofka Hannah Arendt, według niej „nikt nigdy nie wątpił, że prawda i polityka nie pozostają ze sobą w dobrych stosunkach”. Dlatego też nie zalicza ona prawdomówności do cnót politycznych, a kłamstwo niestety jest stałym narzędziem polityki.

Trwają niekończące się dyskusje o ewentualnych dyskusjach mających rozwiązać kryzysy konstytucyjny, a wystarczy odwołać się do retoryki prawdy postulowanej PiS i uznać, że wyrok TK trzeba publikować. I tyle, tutaj nie ma miejsca na kompromis. Można użyć retoryki rządzących: taka jest prawda, a my musimy walczyć o prawdę. Już Arendt zwracała uwagę, że fakty nie mogą być przedmiotem pożądanego przez wielu polityków kompromisu. Żadna dyskusja nie ma tutaj najmniejszego znaczenia i nie przynosi żadnych efektów. Jak to ujęła filozofka: „niewygodne fakty cechuje irytujący upór, który zwalczyć mogą jedynie zwykłe kłamstwa”. Uwielbiana przez PiS prawda o faktach (czyli w naszym przypadku: konieczność opublikowania wyroku TK, nawet jak jest nam nieprzychylny) jest apodyktyczna, wymaga uznania i nie poddaje się dyskusji. Tutaj nie ma miejsca na politykę, do czasu opublikowania wyroku to nie jest kryzys polityczny, to kryzys prawdy.

Na spór polityczny przyjdzie czas po publikacji wyroku, wtedy będzie można dochodzić do kompromisu albo go odrzucać. Jeżeli teraz, bez opublikowanego wyroku, któraś ze stron – bez znaczenia czy opozycja, czy rząd – mówi o kompromisie, to niestety funkcjonuje w świecie pozoru i go utrwala. Według Arendt okłamywanie innych tylko wtedy jest skuteczne, jeśli okłamuje się też samego siebie. Czy to znaczy, że wszyscy się okłamujemy?

„Prawda, choć jest bezsilna i zawsze przegrywa w otwartym starcu z władzą, ma jednak pewnego rodzaju siłę; niezależnie od tego, co obmyślą ludzie będący u władzy, nie są oni w stanie odkryć czy wynaleźć substytutu prawdy zdolnego funkcjonować na dłuższą metę” (H. Arendt, Prawda a polityka)

Już chyba warto zejść z poziomu prawdy na ziemię, już czas wrócić do sporów politycznych. Może po publikacji wyroku TK Bill Clinton, za namową Jarosława Kaczyńskiego, skorzysta z pomocy medycznej?

Czytaj również