Wiara w jednorożce, czyli o prawach człowieka

Drukuj

Pewien poseł Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że prawa człowieka nie istnieją, a człowiek powinien być definiowany wyłącznie przez obowiązki. Czy dzięki zachodzącej w Polsce "dobrej zmianie" wiarę w prawa człowieka będzie można porównać do wiary w jednorożce albo czarownice?

Mimo że praktyka praw człowieka polega na, wydawałoby się, tak podstawowych sprawach jak krytyka i przeciwdziałanie rażącym naruszeniom ludzkich praw, to od początku swojego istnienia ma wielu zarówno teoretycznych, jak i praktycznych krytyków. Do jednych z nich zalicza się poseł Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Pięta, który w rozmowie z Superstacją powiedział: „Są ludzie, do których ja siebie zaliczam, którzy uważają, że prawa człowieka nie istnieją. Istnieją obowiązki człowieka i lepiej definiować człowieka poprzez jego obowiązki. Wtedy te rzekome prawa nigdy nie będą naruszane”.

Co ciekawe ten pogląd jest po części zgodny z zdaniem jednego z najbardziej znanych filozofów komunitarianizmu, Alasdaira MacIntyre’a. Ten, w swojej najważniejszej książce Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, stwierdził, że „Nie musimy jednak zaprzątać sobie nimi [prawami człowieka] głowy, ponieważ jedna rzecz jest już oczywista: takich praw nie ma, a wiarę w nie można porównać do wiary w czarownice i jednorożce”.

Wydaje mi się że, problem MacIntyre’a (a także posła Pięty) polega najprawdopodobniej na tym, że traktuje on prawa człowieka dosłownie – jak rzeczy, które może mieć, tak jak można posiadać np. grzebień czy nogę. Jeżeli prawa człowieka zdefiniuje się jako uprawnienia pochodzenia moralnego albo prawnego, zastrzeżenia autora Dziedzictwa cnoty wydają się tracić na wartości.

Zdaniem posła Pięty „człowiek ma przede wszystkim obowiązki, a prawa to jest jakieś urojenie człowieka”. Ciekawe czy z takim poglądem zgadza się ponad 18 tys. obywatelek i obywateli, którzy zagłosowali na kandydata Piętę w ostatnich wyborach parlamentarnych. Czy, zgodnie z taką logiką, przypadkiem nie możemy zaprzeczyć istnieniu obowiązków nakładanych na człowieka? Przecież obowiązki także można uznać za urojenia rządzących.

Zdaję sobie sprawę, że „biało-czerwona drużyna” nie jest zadowolona z obowiązującej Konstytucji RP. Jednak trzeba pamiętać, że dopóki nie zostanie ona zmieniona, cały czas ma moc prawną.

W związku z tym warto przytoczyć art. 30 Konstytucji, który głosi, że: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”. Dlatego też, choć poseł Pięta twierdzi inaczej, obowiązkiem władzy publicznej jest poszanowanie i ochrona praw człowieka.

Oczywiście język praw człowieka był wielokrotnie stosowany w bardzo instrumentalny sposób, chociażby jako usprawiedliwienie agresji albo ataku na inne państwo. Z takim podejściem trzeba walczyć. Jednak nie zgadzam się, by negować istnienie uprawnień moralnych i politycznych, jakimi są prawa człowieka.

Dla mnie prawa człowieka znaczą więcej niż jednorożce i czarownice, dlatego uważam, że powinny być szanowane i przestrzegane.

Czytaj również